Któregoś roku przyjechaliśmy na święta do Herbów , tuż przed terminem mego porodu. Nie było to rozsądne, ale ciocia nie chciała przyjechać do nas. Myślę, że w rzeczywistości bardzo chciała pomóc, jednak tak bardzo pragnęła czuć się niezastąpiona, że oczekiwała próśb, nalegań. A ja... Nie odczytałam tego, choć obawiałam się ewentualnego porodu w prowincjonalnym szpitalu, przyjechałam na święta. Czyżby nie wiedziała, jaka jest ważna, nawet dla mojego męża, który chętniej jeździł do Herbów niż do swoich rodziców? Gdy zachorowała, poczułam, że tracę jedyną przystań, jedyną rzecz łączącą mnie z dzieciństwem. Zachorowała nagle. W sierpniu byliśmy w Herbach przez tydzień. Dlaczego wtedy nie zauważyłam jakiś oznak choroby? Czy tak je kryła przed nami? Jak zawsze miała różne nastroje? Przyzwyczailiśmy się do tego. Jak na osobę osiemdziesięcioletnią była w dobrej formie? Nie sądziłam, że to są ostatnie wakacje w Herbach......
Komentarze
Prześlij komentarz