#"Śpieszmy sie kochać ludzi tak szybko odchodzą"
Któregoś roku przyjechaliśmy na
święta do Herbów, tuż przed terminem mego porodu. Nie było to rozsądne, ale
ciocia nie chciała przyjechać do nas. Myślę, że w rzeczywistości bardzo chciała
pomóc, jednak tak bardzo pragnęła czuć się niezastąpiona, że oczekiwała próśb,
nalegań. A ja... Nie odczytałam tego, choć obawiałam się ewentualnego porodu w
prowincjonalnym szpitalu, przyjechałam na święta. Czyżby nie wiedziała, jaka
jest ważna, nawet dla mojego męża, który chętniej jeździł do Herbów niż do
swoich rodziców? Gdy zachorowała, poczułam, że tracę jedyną przystań, jedyną
rzecz łączącą mnie z dzieciństwem. Zachorowała nagle.
W
sierpniu byliśmy w Herbach przez tydzień. Dlaczego wtedy nie zauważyłam jakiś
oznak choroby? Czy tak je kryła przed nami? Jak zawsze miała różne nastroje?
Przyzwyczailiśmy się do tego. Jak na osobę osiemdziesięcioletnią była w dobrej
formie? Nie sądziłam, że to są ostatnie wakacje w Herbach... Ale, kiedyś
wczesnym rankiem, gdy Tomek bawił się w piaskownicy, gdy podwórko, otulone
jeszcze delikatną mgiełką, dopiero budziło się ze snu, spojrzałam na ogródek,
szkołę, las jakoś dziwnie, tak jak na wspomnienie, coś, co przeminęło i już nie
wróci. To była sekunda. Przeraziłam się. Nie potrafiłam sobie wyobrazić, że
Herby znikną z mojego życia.
Z pamiętnika
Agnieszki
świat
Poukładany – jak klocki lego
Świat
Mój,
szczęśliwy
W nim
Ja i mój dom
Ja i praca
Ja i góry
Ja i obejrzany film, obraz,
Wymarzony ciuch
Budzę dzieci do przedszkola
Planuję wakacje, jadę na zakupy
Przeżywam pieśni Cohena
Wiersze Szymborskiej...
Właśnie wypada jeden klocek
A ja
Ratuję
zbudowaną wieżę przed zawaleniem
Dziś już wiem, że ta wieża nigdy nie
będzie taka jak kiedyś...
Zosiu,
czy wiedziałaś, jaka jesteś potrzebna? Czy twa dusza widziała te tłumy ludzi na
pogrzebie...?Tylko pogrzeb księdza Popiełuszki zrobił na mnie takie wrażenie.
Boję
się pogrzebów. Boję się, że nie wytrzymam, wzruszę się rozpłaczę... Boję się
bólu duszy...Zamykam się wówczas w swoim świecie, by przetrwać, przeczekać,
wytrzymać...Później w samotności można płakać, cierpieć... Nie wśród ludzi. Gdy
na chwilę wyjrzałam ze swojego świata, zobaczyłam tysiące kwiatów, ludzi. W
ponury listopadowy dzień na moment wyjrzało słońce...Ktoś coś mówił...Ktoś
płakał...Cmentarz powoli pustoszał...Zostały kwiaty...Został ból i cierpienie.
„Śpieszmy się kochać ludzi, tak
szybko odchodzą”
Dziś
wciąż istnieje miejscowość Herby. Ci sami ludzie, ale wszystko stało się inne,
obce. Czas zaczął jakby szybciej płynąć, znajomi postarzeli się nienaturalnie
szybko. Te same są tylko rzeczy martwe : sklepy, kamienie, domy... Boję się tam
wracać, nie chcę stracić wspomnień...
- Może to tylko
twoja wyobraźnia Agnieszko. To normalne, gdy się gdzieś wraca po długim czasie?
-
Nie. Wiele lat nie byłam w Tatrach. Pojechałam tam z
Kasią i Tomkiem, nie wiedziałam, gdzie będziemy mieszkać, nie wiedziałam czy
góry jeszcze mnie przyjmą? Wysiedliśmy rano z pociągu i...Poczułam się jak u
siebie. Zakopane przez dziesięć lat zmieniło się, ale mimo to jest to coś, co
sprawia ze w górach czuję się wolna, szczęśliwa.
-
Wciąż zaczynasz wizytę w Tatrach od kapliczki
Witkacego?
- Tak. Zawsze tam przychodzę i proszę, abym za rok mogła
wrócić. Zaś, prawdziwe Herby stały się tylko wspomnieniem. Dziś, gdy tam
jestem, każde drobne skojarzenie, zakupów w małym sklepiku, zapach lasu tak
bardzo boli. To pisanie też boli, ale obiecałam Zosi, że napiszę o niej, choć
nie umiem już opowiadać tak jak w czasach licealnych
Komentarze
Prześlij komentarz