Z pamiętnika Sybiraczki



To prawda. Babcia wszystkim pomagała, przygarniała biedne dzieci, uczyła je, dokarmiała. Mama nigdy nie wspomniała mi o konflikcie narodowościowym na kresach. Dla niej i dla babci to było normalne, że ludzie różnych nacji mieszkają obok siebie, razem pracują. Zosia, która była przecież dużo starsza od mojej mamy, już inaczej widziała tamte problemy, sądzę, że wyrażała emocje typowe dla wielu kreso wian. W jej ustach słowo Ukrainiec, brzmiało zawsze tak, jak Żyd dla niektórych Polaków – ironicznie, pogardliwie, ale nie nacjonalistycznie. Ukraińcy byli różni, jednak zawsze długo pamięta się wyrządzone zło. Czy pomarańczowa rewolucja, zaangażowanie Polaków i polskich władz pomoże wymazać z pamięci dawne konflikty?

W końcu i my zostałyśmy internowane - pisze Zosia Dali nam 45 minut na spakowanie się Siostra chwyta garstkę ziemi z podwórka. Ma ją do dziś.]Ukochany jamnik wyje. Pakujemy tobołki, koce, worki, trochę pościeli, bieliznę. Pozostają pełne szafy. Mieszkanie zostało zaplombowane. Jakie to wszystko przeokropne!. Sześć tygodni byłyśmy przetrzymywane w Stanisławowie. Dlaczego? Matka i ojciec byli dobrymi ludźmi.
Spałyśmy na podłodze wyścielonej słomą, obok nas Stefania Chrobakowa z trójką małych dzieci. Raz dziennie dostawałyśmy zupę z uszami świńskimi. W niedzielę przynosili rosół, kartofle, mięso.
Noce piekielne, z przerwą na przesłuchania. Cóż mam mówić? Nic nie wiem, pragnę wolności. Nie wiem, dlaczego jesteśmy tu. Namawiali mnie do ucieczki. Nie mogłam zostawić matki i siostry. One zginą same. Czasami odwiedzała nas rodzina, koleżanki,ale to wszystko ukradkiem.
Gdy pewnego dnia patrzyłyśmy jak rodacy idą do kościoła, dyżurny wyciągnął karabinie możno smotrit” – krzyczał Płacz, zgrzytanie zębów. Jezu,bierz nas w opiekę, zlituj się nad nami.
Podróż na Sybir
Pewnego dnia załadowano nas do ciężarówek. Wyjeżdżamy w nieznanym kierunku. Rzucam kartkę n, na której napisałam: ”żegnajcie ludzie, kościoły, ziemia święta.” Dzwony biją na pożegnanie. Słychać krzyki, jęki, płacz. Potem ładują nas na wagony dla krów.Dzieci młodzież,dorośli. Czterdzieści sześć osób ciśnie się w wagonie.Potrzeby fizjologiczne załatwiamy w wagonie. Brud,smród,czerwonka stały się wszechwładne. Podróż trwała sześć tygodni. Kustanaj. Tu zatrzymaliśmy się. Jedyne pragnienie to jeść i pić. Przeładunek i jedziemy dalej. Od Kirgizów dostaliśmy kumys –mleko owcze. Tak dojechaliśmy do Siemijeziorek.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czy ktoś pamięta Zosię Szczerbicką?

z pamiętnika Zosi-13 kwietnia 1940

#"Śpieszmy sie kochać ludzi tak szybko odchodzą"