15 grudnia1943



Ten czas znam trochę z opowiadań mamy, trochę Zosi. Mama była kilkuletnim dzieckiem. Chodziła do szkoły rosyjskiej, bo babcia uważała, że zawsze trzeba się uczyć, nawet w szkole wroga. Zosia najpierw poznawała, co to jest ciężka, ponad siły praca, potem stawała się nauczycielką. Krytykowano ją później często, za to, że uczyła w szkole rosyjskiej. Ale może, po prostu w ten sposób próbowała przetrwać, ratować rodzinę ?
            Pamiętnik Zosi w tym miejscu wygląda jak życiorys, który składało się wraz z podaniem o przyjęcie do pracy w latach komunizmu.
Z pamiętnika Zosi
15 grudnia 1943 r. rozpoczęłam pracę z młodzieżą polską Prowadziłam zespoły tańca , śpiewu,zajęć plastycznych. 15 grudnia założyłam szkołę polską w Siemiziorce. Honorarium otrzymywałam z  Komitetu Pomocy Polskiej
            To takie oficjalne stwierdzenie, jakby żywcem wyjęte z podręcznika do historii z tamtych czasów.
            Opowiadania mojej mamy i inne zapiski Zosi o pierwszych latach w Rosji przypominają  ”Zapiski z Martwego domu” Dostojewskiego.
Z pamiętnika Zosi
            Uznawano nas za wrogów narodu. Nie dopuszczano, więc do pracy umysłowej. Pierwszą moją pracą było walcowanie dróg ręcznym walcem. Sypałam piasek, kamienie żużel na podkład. Byłam punktualna, zdyscyplinowana. Pracowałam też przy budowie drogi, toru kolejowego Archangielsk-Kartały . Ładowaliśmy piach na platformę. Upał 50 stopni. Byłam głodna. Dostałam krwotoku. Wtedy przydzielono mi lżejszą  pracę. Przygotowywałyśmy filc z wełny owczej,filc,z którego wykonywałam walizki dla wojska powietrzu unosiło się mnóstwo pyłu. Wszyscy mieliśmy pylicę. Jednak jako pracująca otrzymywałam kartę na kawałek chleba i po 20 gram na matkę i siostrę. Wkrótce zostałam przyjęta do piekarni. Suszyłam warzywa, marchewki, buraki, ziemniaki w olbrzymich piecach. To wszystko szło na front dla wojska. My wypijałyśmy płyn z marchwi i buraków. To był przysmak. Kierownik piekarni, dobry dziadek, karmił nas chlebem. Rano po pracy przychodziłam do domu. Matula i siostra już czekały na mnie,zaglądały do woreczka,czy przyniosłam jedzenie. Były głodne.
            Ja, słyszałam jeszcze opowieści o tym, jak Zosia, matula i moja mama zbierały resztki ziemniaków z pól, jak chodziły wiele kilometrów do tajgi po opał. Szkoda, że nie znalazłam oryginalnych wspomnień, pisanych na Syberii. Myślę, że byłyby ciekawsze. Tu Zosia tylko relacjonuje, co przeżyła, zupełnie bez emocji. Widać jak całe życie musiała się czuć samotna, niedoceniona. Z każdego wątku wynika, jaka była niezastąpiona, dowiadujemy się, że to dzięki niej rodzina przetrwała.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czy ktoś pamięta Zosię Szczerbicką?

z pamiętnika Zosi-13 kwietnia 1940

#"Śpieszmy sie kochać ludzi tak szybko odchodzą"